środa, 11 kwietnia 2018

M.Skrobacki vs. mBank, czyli jak unieważniono "stary porfel"



Miałem już nie pisać komentarzy do spraw sądowych, ani tym bardziej reklamować prawników, ale wieści z Sądu wprawiły mnie w radość. Przeczytałem właśnie wyrok Sądu Rejonowego, który przywraca mi wiarę w przedstawicieli systemu prawa. Czytając ten materiał oczyma wyobraźni widziałem Sędziego - człowieka, który wykonuje procesy myślowe, ma sumienie, oraz kieruje się literą prawa. Człowieka, który popełnia także błędy, ale któż ich nie popełnia? Tekst szybki o wygranej w pierwszej instancji sprawy przeciwko mBank "stary portfel" prowadzonej przez warszawskiego prawnika - mec. Marka Skrobackiego. 3500 słów.

Spis rzeczy

Wstęp | Argumenty mec.Skrobackiego | Trafne wywody Sądu | Kontrowersyjne wywody Sądu | Zupełne błędy Sądu | Sąd puszcza do nas oko | Zakończenie | Post scriptum.

Wstęp


W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się o upadku umowy mBank z pakiety tzw. "starego portfela", tj. umowy "waloryzowanej" w której to i owo ustalał sobie zarząd BRE Bank / mBank. Sprawę prowadził Warszawski prawnik - mec.Marek Skrobacki.  Miałem przyjemność zapoznać się z częścią argumentacji mec. Marka Skrobackiego, który to materiał przywrócił mi wiarę w sens naszej walki. Bogactwo argumentów opartych na cywilistyce oraz całkowicie świeże spojrzenie na kwestie abuzywności, czyniły ten materiał wartym uwagi i promowania. Nie robiłem tego jednak nie chcąc być nośnikiem reklamowym. Nie dałem jednak rady i z przyjemnością nie dotrzymuję danego sobie słowa. Warto z mec.Skrobackim rozmawiać, bo jest to prawnik, który potrafi korzystać z dorobku innych, ale przede wszystkim jest to fachowiec dający wiele od siebie. Jego wywód to nie przepisany zlepek informacji, tylko rzetelnie wypracowane, wykute w ustawie argumenty, połączone logiką. Światełko w tunelu.


Podobne zdanie przedstawił Sędzia prowadzący sprawę, który w dużej mierze zaaprobował argumentację mec. Skrobackiego, uznając umowę mBank za zupełnie nieważną. I to z kilku powodów. Z jednym z nich zupełnie się nie zgadzam, ale to jest wojna w której należy cieszyć się z błędów drugiej strony, a także błędów Sądu. Podkreślę tutaj wspaniałą pracę Sędziego Sądu Rejonowego Pana Łukasza Mrożka, który nie tylko zbudował bardzo interesującą konstrukcję logiczną, ale także przygotował orzeczenie w bardzo elegancki sposób podzieloną na sekcję, oraz nadanymi numerami akapitów. W niniejszym komentarzu odwołuję się do akapitów umieszczając ich numer w nawiasach, po kliknięciu których otworzy się strona bloga z orzeczeniami na wskazanym akapicie. Dzięki temu łatwiej jest pracować z tekstem. Życzyłbym sobie aby stało się to standardem w orzeczeniach sądowych.


Generalnie sprawa jest w stanie "szach", prawnicy banku mogą się bronić, robić w apelacji roszady, ale nie zrobią nic. W kolejnym kroku będzie "szach i mat". Prawda jest po naszej stronie. Dlatego wygrywamy. Nie pomogą zaklęcia, związki rodzinne, czy też umocowanie w służbach specjalnych. Mleko się rozlało.


Polska jest Państwem prawa w którym bazujemy na systemie ang. civil law, o czym wydaje się zapominać miejscami Sąd, powołując się na dorobek doktryny i judykatury w celu potwierdzenia akceptacji stosowania waloryzacji umownej w umowie kredytu. Szanuję, choć jej nie akceptuję, tę decyzję Sądu, który w iście salomonowy sposób uznał roszczenie powódki, przyjął większość kluczowych argumentów pełnomocnika, przy jednoczesnym ratowaniu dorobku doktryny, która wszak nie zajmowała się nic a nic kwestią waloryzacji świadczeń pieniężnych, zresztą ignorując także same świadczenia pieniężne. Rolą Sądu nie jest wyręczać ani ustawodawcę (jak zresztą sam Sąd podkreślił (14) ani też teoretyków prawa (o czym już Sąd nie wspomniał). Ale tak krawiec kraje jak materii staje, wydaje się przytaczać stare polskie przysłowie Sąd.


Dlatego my - strona społeczna - a także reprezentujący nas prawnicy musimy dbać o rozwój wiedzy na temat świadczeń pieniężnych. Nie zostawiajmy tego w rękach technokratów, którzy traktują prawo instrumentalnie. Lud musi walczyć o system prawa jak o mury miasta, jak powiedział dawno dawno temu Heraklit z Efezu (ok. 2500 lat temu). Jak widać jest to cały czas aktualna myśl. Pracujmy. Szukajmy prawdy, a prawda nas wyzwoli. M.Skrobacki pokazał, że warto jest ciężko pracować.

Argumenty mec.Skrobackiego

mec.Skrobacki stosuje autorski zestaw argumentów, czerpiący z dorobku innych prawników, ale znacznie je rozszerzający oraz zupełnie przesuwający akcenty. To co inni podnoszą w pierwszej kolejności, lub wręcz jako jedyny argument tj. tabele kursowe, mec.Skrobacki wykorzystuje jako najmniej znaczący argument. Nie sposób nie zwrócić uwagi, że banki narzucają narrację zawężając zagadnienie kredytów „frankowych” tylko do tego zagadnienia, bo mają pewien pomysł na zniwelowanie tego argumentu – tzn. proponują, aby w miejsce kursów bankowych były stosowane aktualne kursy rynkowe. Jak wiadomo, dla niektórych Sędziów jest to wiarygodna koncepcja. Ten argument jest także najbardziej popularny w argumentacji prawników i analizach sądowych, mimo tego iż jest to „amunicja najmniejszego kalibru”. Niestety prawnicy przeważnie stosują metodę przepisywania od swoich kolegów i do rzadkości należy samodzielne myślenie i wykonanie analiz. 

Mec.Skrobacki stawia takiemu podejściu do wykonywania pracy pełnomocnika procesowego tamę, stosując w omawianej sprawie poniższą hierarchę argumentów:


Po pierwsze. Ustalanie wysokości oprocentowania na podstawie klauzuli abuzywnej.

Po drugie. Nieprecyzyjne ustalanie wysokości świadczenia pieniężnego na podstawie subiektywnych przesłanek banku, co prowadzi w istocie do jednostronnego określania wysokości długu przez wierzyciela. Takie zobowiązanie jest nieważne.

Po trzecie. Zanegowanie możliwości stosowania waloryzacji umownej w umowie kredytu.

Po czwarte. Z ostrożności procesowej, przy założeniu, że waloryzacja umowna jest dopuszczalna, to jej konstrukcja zastosowana przez bank w umowie kredytu jest sprzeczna z naturą i istotą kodeksowej instytucji waloryzacji umownej – a w konsekwencji jest bezwzględnie nieważna.

Po piąteZ ostrożności procesowej, nawet gdyby uznać, że pomimo wcześniej podniesionej argumentacji umowa jest ważna, to zawiera ona niedozwolone postanowienia umowne w zakresie całego mechanizmu waloryzacji, a to ze względu na: 

(a) brak spełnienia przez bank warunku sformułowania umowy prostym językiem. W szczególności bank nie poinformował o konsekwencjach ekonomicznych umowy. mec.Skrobacki podkreślił, że bank z całą pewnością miał możliwość wskazania, że kurs CHF może znacząco się zmienić (skoro w połowie lat 90-tych XX w. wynosił ok. 1-1, w r. 2008 1:2, to można było przewidzieć, że w 2015 może wynosić np.1:4), 


(b) brak zagwarantowania konsumentowi prawa odstąpienia od umowy w przypadku wzrostu wysokości jego świadczeń. 
Eliminacja mechanizmu „waloryzacji” powinna prowadzić do „odfrankowienia” lub stwierdzenia nieważności całej umowy.


Po szóste. W ostatniej kolejności, podnosi argument nielegalności stosowania na potrzeby rozliczania umowy, kursów z tabel bankowych. Eliminacja stosowania kursów z tabel bankowych powinna prowadzić do „odfrankowienia” lub stwierdzenia nieważności całej umowy. 


Cenne wywody Sądu

Do najważniejszych elementów wskazanych przez Sąd należą:


Po pierwsze. Sąd wskazał na błędy w klauzuli zmiennego oprocentowania.

(a) Brak wskazania warunków zmiany stawki oprocentowania w umowie w sposób jasny i precyzyjny (1 - 7), pomimo bezwzględnego wymogu zapisanego w art.69 ust.2 pkt.5 oraz art.76 prawa bankowego (2).

(b) Brak przepisów dyspozytywnych dla zmiennego oprocentowania (8).

(c) Prowadząc wywody na temat oprocentowania Sąd przywołał czasem zapomniane wyroki SN z lat 90 (9). Warto o nich pamiętać, bo dekada lat 90. była pierwsza falą bezprawia sektora bankowego, które zostało skierowane z rolników, zresztą na podstawie wytycznych L.Balcerowicza, który stwierdził, że należy rolnikom odebrać majątki które zgromadzili w okresie kryzysu lat 80. z uwagi na waloryzowania ich należności (pst!). Jest to sprawa zapomniana, ale ważna chociażby z tego powodu, że doprowadziła do wprowadzenie na salony A.Leppera, którego ruch wyrósł właśnie na walce z bankowym bezprawiem. Sąd przywołał także nowsze wyroki SN - już z pierwszej dekady XXI w (10).

(d) Sąd odrzucił arbuzowe dywagacje SN zarówno w zakresie podziału oprocentowania (12) jak i oceny ex post (14).

(e) Wskazał na ochronę praw konsumenta w opozycji do arbuzowego wyroku SN (14) zwracając uwagę na ochronną funkcję rozwiązania umowy, z uwagi m.in. na takie żądanie powódki (16).

(f) Wskazał na granice zastosowania art.58 (17), co wydaje się opozycją albo dla dorobku doktryny albo też argumentów banku. 

(g) Sąd zaznaczył, że aneks nie może konwalidować umowy. Jest to bardzo ważne stwierdzenie, które spędza sen z oczu wielu kredytobiorców. Niepotrzebnie, bo jak zauważył Sąd aneks nie zmienia faktu, że umowa pozostawała w sprzeczności z prawem przez wiele lat (22).

Po drugie. Sąd w zupełnie i całkowicie mądry sposób wskazał na całkowitą odpowiedzialność banku za oferowany wzorzec umowy (16). Sądy wydaje się mówić: "Nie ma wolności bez odpowiedzialności". Wielkie ukłony za ten nietuzinkowy pogląd, którego braku podczas festiwalu ochrony sektora bankowego.

Po trzecie. Sąd przeanalizował ogólnie znany problem ustalania ceny waluty obcej przez banki (24). Fakt uznania klauzul przeliczeniowych za abuzywne prowadzi Sąd do wniosku, że nie doszło do nawiązania stosunku prawnego (14).

Po czwarte. Sąd uznał bezwzględna związanie wyrokiem SOKiK w ramach oceny abuzywności (25, 31). Sąd uznał często pomijany art.479/43 Kpc, który po nowelizacji z 2015 r. pozostaje nadal w mocy (pomimo usunięcia go z ustawy, co jest edytorskim skandalem) na postawie art.9 ustawy nowelizacyjnej. Wielki ukłony dla Sędziego za podkreślenie tego faktu (30).

Po piąte. Sąd zauważył, że kredytobiorca świadczył pod przymusem, nie mając możliwości wstrzymać płatności (nawet jeżeli wiedział, że świadczenie jest nienależne) z uwagi na groźbę wypowiedzenia umowy (45).

Po szóste. Sąd zasugerował zastosowanie instytucji wzajemnego potrącenia przy rozliczaniu nienależnych świadczeń (46). Jest to ukłon w kierunku konsumenta, z uwagi na pojawiającą się w narracji Sądowej teorii salda, która chroni bank, mogący obawiać się przedawnienia. Mądry bank powinien natychmiast po zawarciu umowy, wypowiedzieć ją i się rozliczyć, ponieważ w 2006 roku, był doskonale świadomym powagi dyrektywy Rady 93/13/Ewg, która trafiła do Kodeksu cywilnego w 2000 r. czyli na 6 lat przed zawarciem umowy. Zgodnie z art.120 Kc było to pierwszy możliwy termin w którym bank mógł podjąć działanie. Nie zrobił tego jednak, za co prawdopodobnie poniesie konsekwencje przedawniania. Powodzenia mec.Skrobacki!

Po siódme. Sąd odrzucił dywagacje na temat "kursu sprawiedliwego" czy też stosowania kursu NBP (41).

Po ósme. Sąd odrzucił odwoływanie się do zwyczaju art.56 (42), który to wywód promowany jest przez zupełnie zagubionych w życiu i karierze teoretyków prawa. Aż szkoda ich tutaj wymieniać, aby nie pozostawiać niesmaku.



Kontrowersyjne wywody Sądu

Do kwestii dyskusyjnych, które wychodzą poza moje pojmowanie należą dwie uwagi, które poczynił Sąd:

Po pierwsze. Nie jestem pewien czy Sąd dobrze naszkicował zależność braku wiązania postanowienia umowy (sankcja 93/13/Ewg) oraz art.58 w obszarze nieważności części czynności prawnej (18 i nast.). Są to jednak (na szczęście) wywody wykraczające poza moje poznanie. Tutaj załączam ukłony do prawników o ocenę tej różnicy. Mam wrażenie, że Sąd odrobinę strywializował problem niewiązania vs. nieważności.

Po drugie. Uznanie, że umowa o zmiennym oprocentowaniu, nie może być umową o stałym oprocentowaniu (8, 21, 44). Można także umowę wykonać. Od strony matematycznej i prawnej jest to także prawidłowe, wszak brak postanowienia umowy (z uwagi na sankcję 93/13/Ewg) zmieniającego oprocentowanie można przyrównać do bierności zarządu, który nadał sobie prawo do zmiany oprocentowania. W sumie z winy poczynań zarządu umowa posiadała zapisy abuzywne. Z drugiej strony ustawa art.76 Pb nakazuje określić zasady zmiany oprocentowania, co czyni wywód Sądu prawidłowym. Brak podania tych zasad w umowie czyni umowę niezgodą z bezwzględnie obowiązującymi zasadami prawa. Poddaję jednak pod wątpliwość twierdzenie, że po deaktywacji postanowienia umowy na podstawie 93/13/Ewg umowa przestaje zawierać ten zapis. Umowa zapis zawiera i jest on kontraktowo ważny, nie wiąże jednak stron. Prowadzi to do sytuacji w której umowa jest zgodna z Prawem bankowy, zawierając metodę zmiany oprocentowania, który to jednak zapis nie jet wykonywany, ponieważ jest zapisem nieuczciwym. Wygląda na kwintesencję sankcji dyrektywy Rady 93/13/Ewg, który to jednak niuans systemu prawa nie jest zrozumiały dla Sądu. Rozważania na temat różnicy w skutkach i podstawach prawnych art.58 i art.358 są chyba prowadzone w literaturze (tak: Bednarek 2006). Proszę odnaleźć tę literaturę w mojej bibliotece.


Zupełne błędy Sądu

Do największych błędów popełnionych przez Sąd należą:


Po pierwszeSąd uznaje, że kwotę kredytu ustalono na podstawie kursu CHF (92), czym wykazuje że nie rozumie czym jest stosunek prawny wynikający z art.69. Nie jest to wstydem, bo tego nie rozumie większość prawników, ale procedowanie w tych sprawach wymaga zrozumienia natury umowy kredytu. Kwota kredytu to zobowiązanie banku, z zobowiązaniem kredytobiorcy jest spłata długu, który może być mniejszy lub równy kwocie udzielonego kredytu. Kredytobiorca nie ma jednak obowiązku wykorzystania całej udostępnionej kwoty o czym świadczy treść art.69 ale także art.77 Prawa bankowego. Sąd popełniając ów błąd, zacytował umowę, która wszak nie jest zgodna z prawem, jak się okazuje w większej ilości aspektów, niż wykrył Sąd.

Po drugieSąd podkreśla swój brak zrozumienia czym jest kredyt bankowy mówiąc o korzystaniu w kapitału. Są to dywagacje będące echem okresu komunizmu, gdy z uwagi na wspólny majątek państwowy, jednostki gospodarki uspołecznionej korzystały z nie posiadały rzeczy czy inne pożądane dobra. Niestety określenie to przedostało się do naszej świadomości, co widać po wywodzie Sądu (48). O korzystaniu z kapitału możemy mówić w fazie oddania do dyspozycji, po której następuje moment wykorzystania i najczęściej przekazania na własność osobie trzeciej. Od tego momentu kredytobiorca nie korzysta już z kapitały, będąc za to właścicielem długu. Korzysta natomiast z nabytego dobra, które jednak nie jest kapitałem. Jako próbę wytłumaczenia mogę jeszcze próbować przywołać K.Marksa który kapitałem określał środki produkcji - maszyny, ludzi oraz pieniądze. W przypadku umowy z konsumentem nie mówimy jednak o produkcji. Coś się w tym miejscu wszystkim poplątało. Ufam, że na końcu tej drogi będziemy wszyscy rozumieli czym jest kredyt, kwota kredytu, dysponowanie, wykorzystanie, dług, etc. Nie mamy innego wyjście. Jesteśmy na tę wiedzę skazani. 


Po trzecie. Sąd pomimo generalnej dokładności wywodu, popada w arbuza zaserwowanego przez M.Kalińskiego w jego równie sławnej co wstydliwej opinii, dokonując ponownej analizy wyroku SOKiK i wybierając sobie z niego to co mu się podoba (32). Należy podkreślić, że ustawa jest jednoznaczna, mówiąc że zakazane jest wykorzystywanie postanowienia umowy normatywnie zgodnego z wpisanym do Rejestru klauzul niedozwolonych UOKiK. Przepis art.479/42 Kpc jest jednoznaczny i mając mniej niż 20 wyrazów w prostym zdaniu nie pozostawia wątpliwości co do intencji ustawodawcy. SOKiK zabronił wykorzystywania całego zapisu umowy, a nie jego fragmentu.

Po czwarte. Sąd przeszedł do porządku dziennego nad prawidłowością klauzuli waloryzacyjnej, nie dokonując jej analizy pod kątem abuzywności, stwierdzając jedynie że §1 ust.3 jest jednoznaczny. Nie jest. Przytoczę jego treść:


1. Waluta waloryzacji Kredytu: CHF


Czy o tym zlepku słów można powiedzieć że jest jednoznaczny? Spytajmy co oznacza waloryzacja? Waloryzacja oznacza nic innego niż utrzymanie wartości ekonomicznej zobowiązania. Spytajmy jak jest określony Przedmiot umowy? Jest to nieruchomość w Warszawie, wyceniana na 170.000 zł. Spytajmy czy nieruchomość wycenianą z PLN można kupić pożyczając CHF? Spytajmy do tego czy jest to zgodne ze społeczno-gospodarczym celem umowy kredytu? Nie nie jest. Jest to działanie podstępne, pozornie pozwalające kredytobiorcy na sfinansowanie zakupu nieruchomości, jednocześnie narażając go na szereg negatywnych konekwencji, której jedną z głównych jest niemożność sprzedaży mieszkania. Spytajmy się czy jest to zgodne z zasadami współżycia społecznego? Czy wykorzystanie naiwności i niewiedzy klienta jest zgodne z zasadami współżycia społecznego? Nie. Nie jest.


Powyższe prowadzi do wniosku, że zastosowanie "waloryzacji" kursem waluty obcej w celu sfinansowania zakupu nieruchomości w Polsce gdzie ceny są wyznaczane złotym polskim jest klauzulą niedozwoloną w rozumieniu prawa polskiego. Sąd jednak nie wykonał takiej prostej analizy.

Spytajmy z czego wynika dług kredytobiorcy w umowie kredytu? Z regresu wierzytelności którą nabył bank regulując dług względem osoby trzeciej. Czy można zmienić naturę tej wierzytelności? Nie nie można. to prowadzi z kolei do art.58. Sąd jednak nie wykonał takiej prostej cywilistycznie analizy, polegającej na odnalezieniu tzw. causa długu.


Po piąte. Wywody na temat niemożności utrzymania umowy są niesmaczne. Sąd poświecił wiele uwagi temu aby nie utrzymać umowy. Może zrobił to z uwagi na roszczenie powódki? Sąd wykazując się empatią wsparł żądanie powódki wbrew rozsądkowi i wiedzy (40 i nast.). Moim zdaniem tę umowę można utrzymać, co zresztą będzie niezbędne dla wielu kredytobiorców.

Po szósteStosowanie nazwy wzorzec umowny (27 i inne). Nie ma czegoś takiego; to co Sąd wspomina to echo po pracy E.Łętowskiej z 1974 r. Od nowelizacji Kodeksu cywilnego z 2000 r prawidłowa nazwa to wzorzec umowy. Sąd wydaje się o tym wiedzieć stosując także prawidłową nazwę - "wzorzec umowy" (96).


Sąd puszcza do nas oko

Sąd jednocześnie puszcza do nas oko, mówiąc że umywa ręce, ale coś jest na rzeczy i warto to drążyć.

Po pierwsze. Wyręczenie się brakiem oceny SOKiK, w zakresie nielegalności lub tez legalności waloryzacji kursem waluty obcej w umowie kredytu (26). W tym obszarze Sąd niewątpliwie umył ręce od dokonania pogłębionej analizy argumentów, które przedstawił mec.Skrobacki. Rozumiem postawę Sądu. Akceptuję i jednocześnie nie zgadzam się z wywodami. Wyrok SOKiK dotyczył zarzutów, które stawiał pozwany w sprawie XVII AmC 1531/09. Z moich informacji wynika, że powód nie podnosił nieważność waloryzacji. Sąd więc, na podstawie art.321 Kpc, się na ten temat nie wypowiadał. Sąd w omawianej sprawie umył ręce, puszczając jednak do nas oko wymieniając obok siebie waloryzację i indeksację (27).


Po drugie. Stosując zamiennie słowa waloryzacja i indeksacja (32) a także wywodząc, że zastosowane zapisy umowy nie miały celu waloryzacyjnego, Sąd wydaje się krzyczeć: Całą naprzód! Wszystkie ręce na pokład! Prawnicy do bibliotek. Opiszcie w końcu tę sprawę, bo młotka sędziowskiego szkoda!


Po trzecie. Sąd stwierdza że analizowana umowa nie jest umową kredytu art.69 Prawa bankowego (33). Sąd ponownie przywołuje pracę innego Sądu, nie wnikając i nie rozwijając sprawy. W szczególności Sąd nie rozwinął wątku szczególnych praw i obowiązków banku, jako przedsiębiorstwa działającego na szczególnych prawach, zobowiązanego do ochrony depozytów (art.2 Pb). Bank na podstawie art.5 Prawa bankowego ma prawo do oferowania ściśle określonych produktów bankowych, w szczególności umowy kredytu. Bank pozbawiony został szeroko pojętego prawa do wolności kontraktowej, operując w wąskim rozumieniu prawa bankowego. Bank nie ma prawa oferować produktu o nieokreślonym zestawie ryzyk. Jak zresztą doskonale widać na omawianym przykładzie, może to doprowadzić bank do wielkich problemów. Za ten stan rzeczy odpowiada osobiście zarząd zarówno przed prawem jak i inwestorami, oraz właścicielami. Podkreślę, że prawo polskie nie zna zmiany waluty długu. Bank nie ma prawa robić czegoś takiego. Sąd puszcza do nas oko stosując słowo "indeksacja", które oznacza nic innego niż waloryzację wskaźnikiem inflacji. Dowodzą tego słowniki języka polskiego oraz słowniki ekonomiczne zarówno polskie jak i zagraniczne. Samo słowo indeksacja pojawiało się w rozważaniach francuskich w okolicach roku 1920, czyli sto lat temu. Z powodu wieloletnich zaniedbań jesteśmy 100 lat za dokonaniami prawników i ekonomistów francuskich (tak: Levy 1968, Stelmachowski 1965). Sąd oczywiście zdaje sobie z tego sprawę i tylko puszcza do nas oko.


Po czwarte. Sąd uznaje że klauzula zmiany wartości długu dotyczy głównego świadczenia stron (36). To jest niesamowite, jednoznacznie sugerując, że bank wyszedł poza uprawnienia Prawa bankowego. Sąd mając taką wiedzę powinien zgłosić to do prokuratury jako przestępstwo. Nie zrobił tego, ale dobrze że puszcza do nas oko.


Po piąte. Dobitne szydzenie Sądu z prawników banku widać w przywołaniu wysokości hipoteki kaucyjnej. Sąd będąc przygotowanym ekonomicznie do prowadzenia tego typu spraw, oczywiście wie czym jest procent składany i zdaje sobie sprawę, że przy niewielkim oprocentowaniu np. 3% w ciągu 30 lat suma długu podwaja się w swojej wartości nominalnej. Tak więc hipoteka kaucyjna w wysokości 258.000 zł oznacza nic innego niż to że bank przyjął średnie oprocentowanie na poziomie 3% przez 30 lat. W sumie należy uznać, że jest to uczciwe biorąc pod uwagę 2.5% cel inflacyjny NBP. Każdy wykształcony człowiek wie, że inflacja pomniejsza siłę nabywczą pieniądza. Wie to także oczywiście Sąd, wyrokując w zakresie pieniądza i ekonomii. Wiedza ta prowadzi do oczywistego wniosku, że 170.000 zł będzie warte dużo mniej za 30 lat. Dużo mniej, co wynika z procenta składanego. 170.000 trzymane w skarpecie po 30 latach będzie warte 70.000, natomiast trzymane na koncie bankowym z oprocentowaniem 3% rocznie da 400.000 zł. Natomiast 170.000 spłacane w ramach rat stałych przez 30 lat spowoduje konieczność zwrotu 258.000 zł, co bank zażyczył aby zostało wpisane do hipoteki kaucyjnej. Kto nie wierzy niech policzy sam stosując np. Excel:


=PMT(3%/12;360;-170000)*360

Sąd oczywiście o tym wie. I tylko puszcza do nas oko, że to podwojenie to wynika z kursów walut. Wcale tak nie jest a wykazała to matematyka. Bank zrobił symulację dla oprocentowania 3%. To takie proste, wydaje się krzyczeć Sąd, dając jednocześnie reprymendę wszystkim prawnikom, który ignorują matematykę i ekonomię (a.190).


Po szóste. Sąd wydaje się jedną ręką mówić, że umowa nie mieści się w art.69, a drugą że mieści się w art.353/1 tj. zasadzie swobody umów (34). Oczywiście jest kolejne puszczenie oka do prawników, o czym świadczy powołanie się na aprobatę doktryny i judykatury. Sąd oczywiście zakłada, że każdy czytający jego wywody wie, że Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, którą każdy w Polsce zna, posiada zapis o źródłach prawa. Jest to art.87 który wymienia kilka źródeł regulujących życie w Polsce, nie ma na tej liście jednak ani dorobku doktryny ani judykatury. W Polsce liczy się ustawa, i nie zmieni tego wielolanie zaniedbanie rozwoju wiedzy przez teoretyków prawa, którzy nie poświęcili w ostatnich trzech dekadach zagadnieniom pieniądza, waloryzacji, czy też umowie kredytu znacznej uwagi. Teraz jest moment na nadrobienie tych braków, wydaje się zwracać uwagę Sąd. Zabawne jest oczywiście przyjęcie, że coś co usankcjonowano w 2011 roku, było dozwolone przed tą datą. Skoro było to po co to wpisywać do ustawy? Ustawodawca jest racjonalny i nie duplikuje przepisów.


Po siódme. Sąd zgadzając się z wywodami Sądu w sprawie III C 1073/14, ponownie zwraca uwagę prawników na pogłębienie tematu (35). Przywołując ocenę z jednej strony zapomina że umowa Millenium jest indeksowana, a umowa mBank waloryzowana. Sam mBank otwarcie powołuje się na waloryzację umowną o czym można się dowiedzieć z odpowiedzi banku na reklamacje. Pytałem bank o podstawę prawną w 2015 roku. Wątpię aby zmienili zdanie. Gdyby tak się stało, oznaczałoby, że bank sam nie wie na jakiej podstawie oparł swoje umowy, co byłoby niedopuszczalne. Sąd nie zgadza się jednak z takim wywodem, co jest niezwykle interesujące. Bank twierdzi, że stosuje art.358/1 §2, a sąd mówi: nie - to nie jest waloryzacja umowna. To co masz w umowie banku to "niby nowacja". Jest to oczywiste puszczenie oka, bo prawo polskie nie zna "niby nowacji. Zna nowację art.506, która jest mechanizmem umożenia długu przy pomocy innego zobowiązania. Robiąc to jednak kasuje wszystkie prawa akcesoryjne, co oznacza, że np. hipoteka powinna zostać zmieniona na wyrażoną w CHF. Tak się jednak nie stało - hipoteka jest w PLN. Bank stosuje "niby nowację" zmieniając walutę długu. To powinno doprowadzić sąd do art.58. Sąd nie zrobił tego jednak, nie chcąc wykonywać całej pracy za prawników biorących znaczne stawki. Puszcza oko i do nich i do nas - kredytobiorców, którzy teraz mogą wymagać od prawników aby stosowali mądre linie argumentacyjne.

Po ósme. Sąd prowadzi wywód na temat korzyści kredytobiorcy, który dzięki zmianie waluty długu mógł osiągnąć swój cel (38). Jest to nie tylko puszczanie oka, ale także chrząkanie. Jest oczywistym, że to nie kredytobiorca osiągnął swój cel, tylko przede wszystkim bank, który pozyskał klienta na lat 30 odbierając go innym bankom, które nie naginały ani nie łamały prawa. Bank zagospodarował klienta bidnego, którego nie było stać na kredyt w złotówkach, oferując mu pozornie tańszy kredyt. Pozornie, ponieważ bank doskonale wiedział, że co się dzieje na rynku walut i że waluta CHF historycznie się wzmacnia jako główny towar eksportowy Szwajcarii. Bank także widział, że złotówka jest silan chwilowo z uwagi na napływ funduszy EU oraz światowych kapitałów spekulacyjnych na GPW. O tym, że bank wiedział co się dzieje świadczą także opcje walutowe sprzedawane w tym samym okresie. Opcje na których banki grały na spadek wartości PLN, który nastąpił w 2008 r. Banki doskonale to wiedziały, ponieważ to jest podstawa ich biznesu - wiedza o pieniądzu. Na samych opcjach walutowych banki zarobiły dziesiątki miliardów złotych. Zarobiły na tym, że złoty polski spadł w 2008 roku o 30%. Głównym wygranym osiągającym korzyść jest bank. Kredytobiorca wpada w problemy, o czym świadczy zresztą prowadzenie tego procesu i fakt, że kredytobiorca nie może sprzedać swojego małego mieszkanka gdyż po 10 latach spłaty długu, jego wartość przewyższa cenę nieruchomości. Jeżeli to można nazwać korzyścią kredytobiorcy, to mówimy o jakimś innym znaczeniu słowa "korzyść". Sąd oczywiście puszcza oko, ponieważ nie jest możliwe aby pisał to na poważnie.


Zakończenie

Mniej znaczy więcej, stwierdził w konkluzji Sąd (53), podając że pozew liczył 33 stron + 70 stron załączników, a odpowiedź banku 47 stron i 323 stron załączników. Sąd zaznaczył, że załączniki nie miały żadnego znaczenia w sprawie (a.101), oraz zaapelował o zwięzłość wywodów. Pozwy w przyszłości będą znacznie mniejsze, także dzięki pracy Sądu w niniejszej sprawie, który podkreślił wiele bardzo ważnych a często zapomnianych spraw. Sąd bardzo ładnie dokonał usystematyzowania orzeczenia, numerując kolejne akapity. Pokazuje to zarówno drobiazgowość Sądu jak i jego szacunek do czytelników, którzy niewątpliwie będą nie tylko analizować, ale także przywoływać to orzeczenie.


###


Post scriptum

Na zakończenie zaznaczę jeszcze, że przytoczone przez Sąd argumenty banku wskazują na zupełną pustkę w głowie. Aż szkoda je tutaj przytaczać.


Na zakończenie apel do mec.Skrobackiego: Proszę się nie poddawać. Nie ulegać sukcesowi. Nie popadać w samozachwyt. Nie sugerować ocenami Sądu. Proszę szukać prawdy. Ciężko pracować. Dzielić się wiedzą. Wygrana jest tylko i wyłącznie pochodną Pańskiej ciężkiej pracy. Proszę nie próbować jej upraszczać. Powodzenia!


Zaznaczę jeszcze, że nie ze wszystkimi ocenami prawnymi mec.Skrobackiego się zgadzam, w szczególności rozbieżności mogą się pojawić w zakresie umowy denominowanej. Niemniej jednak argumentacja mec.Skrobackiego warta jest uwagi także w tym obszarze.


Ważne jest także aby nie zamykać się w złotej klatce jedynej prawdy i przedstawiać różnorakie oceny prawne - podpowiadane przez własną intuicję, te ogólnie utarte oraz te zgodne z wykładnią ustawy. Poziom niewiedzy jet tak wielki, że na tym etapie tak trzeba wręcz robić. Proszę zauważyć, że mBank w odpowiedziach na reklamacje powołuje się na art.358/1 §2, co Sąd w niniejszej sprawie odrzucił, dostrzegając "niby nowację", czyli zmianę waluty długu. Nie jest to oczywiście prawdą z uwagi na chociażby hipotekę, ale tak krawiec kraje jak materia staje. Powoli dojdziemy do prawdy. Dajemy radę! A to najważniejsze.

Zastrzeżenie.  Nie rozumiem formy prawnej prowadzonej przez mec.Skrobackiego kancelarii tj. sp. z o.o. Wiem, jednak że to mec.Skrobacki ją prowadzi i firmuje swoim nazwiskiem. Kwestia stawki za usługi mecenasa, podanej na stronie internetowej także wychodzi poza moje oceny. Każdy musi sam ocenić, czy podjęcie ryzyka finansowego oraz procesowego jest w jego interesie czy nie.  Ddoam jescze, że po krótkirj rozmowie z mec.Skrobackim zmienił on cennik usług dając zniżkę dla członków organiacji konsumenckich. Pokazuje to, że rozmową można dochodzić do bardziej demokratycznych warunków kontraktowych. mec.Skrobacki jako jeden z pierwszych przekazał mi także swój wzorzec umowy, co ponownie pokazuje że można - wystarczy tylko wykazać dobrą wolę.



/ / /

0 komentarze:

Prześlij komentarz